Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta.
Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli, i rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań”. Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.
A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: „Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.
Oto słowo Pańskie.
„Nie płacz”. Jestem
Słowa tego wersetu usłyszałam na pogrzebie młodego człowieka, który sam zdecydował o odejściu z tego świata.
Parę miesięcy temu też uczestniczyłam w pogrzebie mlodej osoby, która tez sama zdecydowala o zejściu z tego świata. Mloda osoba, otoczona gronem przyjaciół, traci sens zycia. Dlaczego nie potrafi odnaezc się wsród przyjaciól, dlaczego nie szuka pomocy.
Jak smutne jest potrzeć gdy widzi się osoby które z chwilą śmierci nic nie widza, a raczej widza koniec istnienia człowieka i ten brak refleksji; A może jest Coś?
W Kościele trumna otoczona szpalerem mlodych ludzi jak gdyby chcieli go zachować, ukryć; Bo dla nas nic po śmierci nie istnieje i on zostanie w takim świecie pochowany, zrobiliśmy wszystko aby go ostatecznie i ndobrze pochować. Jakie to wszystko smutne,
_________________ "Przecież nie cały umieram to,
co we mnie niezniszczalne, trwa".
Jan Paweł II
Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta.
Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli, i rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań”. Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.
A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: „Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.
Oto słowo Pańskie.
„Nie płacz”. Jestem
Słowa tego wersetu usłyszałam na pogrzebie młodego człowieka, który sam zdecydował o odejściu z tego świata.
Parę miesięcy temu też uczestniczyłam w pogrzebie młodej osoby, która też sama zdecydowala o zejściu z tego świata. Młoda osoba, otoczona gronem przyjaciół, traci sens życia. Dlaczego nie potrafi odnaeżć się wsród tylu przyjaciół, dlaczego nie szuka pomocy.
Jak smutne jest potrzeć gdy widzi się osoby które z chwilą śmierci przyjaciela, nic nie widza, a raczej widzą jego koniec, koniec istnienia człowieka, i ten brak refleksji; A może jest Coś?
W Kościele trumna otoczona szpalerem młodych ludzi jak gdyby chcieli go zachować, ukryć, nie dopuszczając do niego nawet kapłana który musiał się przebijać do trumny z posługą . Zadowolenie, zrobiliśmy wszystko aby Cię przyjacielu dobrze i ostatecznie pochować. Ktoś bardzo pragnie zachować go dla siebie.
Ale jest inny Ktoś kto mówi „Nie płacz”. Jestem. Ktoś kto pokonał beznadzieję śmierci, kto jest ostatecznym Zwycięzcą.
Matka pogrążona w tak głebokim smutku, żalu, „Nie płacz”. Jestem. Jakie ukojenie musiały przynieść jej te Słowa.
A przecież prowadziła syna na religię, jeżdziłysmy tym samym tramwajem z dziećmi do Kościoła, co się stało?
To "cywilizacja śmierci" wmówiła im iż płaszcz wiary ktory ich okrywa, ochrania jest dla nich za ciasny, należy go zdjać i wrzucić w kąt, zawiesić na strychu, schować sprzed oczu. To "cywilizacja śmierci" pragnie zawładnąć, pochłonąć młodego człowieka, każdego człowieka. A dzieje się to bo w życiu tych młodych ludzi zabrakło Niedzieli, czyli Nadziei, Dobrej Nowiny.
Dlatego są głusi, nie potrafią usłuszeć Słowa które jest Życiem „Nie płacz”. Jestem potrafię przywrócić cię do życia ziemskiego a nade wszystko do życia wiecznego, do wiecznej szczęśliwości do której jesteś powołany.
_________________ "Przecież nie cały umieram to,
co we mnie niezniszczalne, trwa".
Jan Paweł II
Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała
Słowa Ewangelii według św. Łukasza
Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.
Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”. Na to Jezus rzekł do niego: „Szymonie, muszę ci coś powiedzieć”. On rzekł: „Powiedz, Nauczycielu”. „Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?”. Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu więcej darował”. On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś”. Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”. Do niej zaś rzekł: „Twoje grzechy są odpuszczone”. Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: „Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?”. On zaś rzekł do kobiety: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”.
Łk 7,36-50
Człowiek,który popuszcza sobie cugli,zazwyczaj zatraca sie w grzechach. Bywa, że dopiero,
wówczas się ocknie,gdy zetknie się z żywą świętością.
Wtedy zaczyna widzieć ochydę i brud tego, w czym jeszcze niedawno się pławił.
Taki właśnie proces dokonał się w kobiecie, która prowadziła grzeszne życie. Dowodem są jej łzy. A jaka jest reakcja Boga na skruchę ludzkiego serca?
" Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała"
_________________ " A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
Witam Sarah, polecam takze rozwazania z Gościa Niedzielnego;
Pokusa bycia nadczłowiekiem
o. Augustyn Pelanowski OSPPE
Kto odmawia uznania ludzkich ograniczeń, ten odgrywa rolę boga z kamiennym obliczem. Nie ma jednak oblicza, tylko maskę.
Jezus był często postrzegany jako człowiek, który arogancko wmawia sobie boskość. Wielu z nas oburzyłoby się, gdyby spotkało stolarza, który w swoim warsztacie odpuszczałby grzechy. Trzeba przypomnieć pierwszą pokusę, jaka skusiła człowieka: pokusę boskiej wszechmocy. Adam i Ewa są obrazem każdego mężczyzny i kobiety, a grzech próby sięgnięcia po boskie nieograniczenie powiela się w milionach wariantów.
Szymon to jeszcze jedna wersja Adama. Adam po grzechu też zrzucał winę na Ewę, nie chcąc jej w sobie uznać. Podobnie Szymon widział grzeszną istotę jedynie w jawnogrzesznicy. Człowiek opętany pokusą wszechmocy uznaje się za pozbawionego wad i oczywiście grzechu, wszystko to dostrzega wyłącznie w innych. Szymon posądza Jezusa o to, że nie jest prorokiem, a o cudzołożnej kobiecie myśli z największą pogardą. Jest faryzeuszem, co na pewno zaznaczyło się pogonią za perfekcją moralną. Jeśli udawało mu się być poprawnym, a nawet doskonałym moralnie, to tym bardziej wywyższał się ponad szary tłum. Doskonałość etyczna, niestety, częściej bywa pułapką niż uwolnieniem. Ambicja bycia lepszym niż każdy zwykły człowiek jest najczęściej dowodem istnienia pragnienia bycia ponadludzkim, czyli boskim.
Cechą ludzką jest uznawanie w sobie nie tylko omylności, ale też słabości, a co najważniejsze: grzechu.
Mówimy wtedy o zdolności do skruchy i pokorze. Człowiek ogarnięty pokusą wszechmocy niczego nie żałuje, nie odczuwa skruchy. Jeszcze jedną cechą, jakże bardzo ludzką, jest zdolność do proszenia. Kobieta u stóp Jezusa prosi bez słów, ale jej gesty są głośniejsze niż błagalny krzyk. Szymon o nic nie prosi, a swoim zaproszeniem Jezusa na ucztę udowadnia sobie, że niczego od nikogo nie potrzebuje. Istnieją ludzie, którzy tylko dlatego dają jałmużnę, że chcą udowodnić sobie absolutną samowystarczalność. Są jeszcze dwie przynajmniej rzeczy, które wskazują na uzurpację wszechmocy przez Szymona: pogarda i osąd. Pogarda wobec innych jest oznaką pretensji do bycia nadczłowiekiem, a więc kimś boskim.
Człowiek gardzący innymi nie akceptuje swoich słabości, a nawet ich nie dostrzega. Osądzając innych, przypisuje sobie atrybut Boga, który jedynie jest sędzią. Uderzające jest to, że w porównaniu z Szymonem skruszona kobieta jest wyjątkowo przejrzysta. Nie tłumi łez, wszystkie jej emocje się uzewnętrzniają. Jest czuła, żałuje, ma pragnienie wynagrodzenia, wstydzi się, ale jest odważna w uzewnętrznianiu skruchy. Próbując wyobrazić sobie postać Szymona, nie potrafimy zbyt wiele powiedzieć o jego emocjach. Manifestuje się jako człowiek bez uczuć, chłodny i pozornie opanowany, a w rzeczywistości sztywny i sztuczny. Ktoś, kto tłumi emocje, nie chce uznać faktu ich istnienia, odmawia sobie ludzkich ograniczeń, odgrywa rolę boga z kamiennym obliczem. Nie ma jednak oblicza, tylko maskę.
Będąć na wyjeżdzie w Starych Tarnowicach w parafii Matki Bożej Sprawiedliwości i Miłości Społecznej kaplan dzieląc sie swoja refleksja podsumował iż najwiecej ma do zawdzieczenia jedne osobie. Doszedł do tych refleksji wspominając dzień swoich urodzin, gdy otrzymywał wiele zyczeń , sms, że wiele zawdzięcza tym osobą; rodzicom- dar życia, rodzeństwu - czas wspólnie spędzonego dzieciństwa, wychowawca, nauczycielom - wiedzę i umiejętności, lekarzom - po wypadku dar życia, kapłanom i wiernym - świadectwo wiary i miłości. Ale jest tylko jedna osoba której zawdzięczam wszystko, jest to Jezus Chrystus. I nie dlatego ze został kapłanem, choc wyrażał wielka wdzięcznośc za ten dar od Jezusa Chrystusa otrzymany, chodzi o dar, łaskę przebaczenia, łaskę która nie można otrzymać od nikogo innego jak tylko od Niego," który umiłował mnie i siebie Samego wydał za mnie"
Na zakończenie Mszy św. usłyszeliśmy slowa:
"Przebaczyć - nie jest łatwo, prosić o przebaczenie tez nie jest łatwo. Być, chrzescijaninem nie jest łatwo, ale nikt nie obiecywał że bycie chrześcijaninem będzie łatwe.
Na Nabożeństwie Fatimskim (już w mojej parafii), kapłan jako Wzór przebaczania wskazał na Maryję.
Gdy nie znalazła miejsca w gospodzie, choć była brzemienna - nie złożeczyła, znalazła ale tłumaczyła ich zachowanie. Gdy musiała uciekać z Nazaretu, posłuszna woli Bożej bez szemrania uczyniła to. Gdy Jezus oddalił sie od Nich na trzy dni, nie robiła przykrych wymówek ale pełna miłości wypowiedziała słowa: Dlaczegoś nam to uczynił". Pod krzyżem Syna stanowiła z Nim jedność nawet w słowach, a może najszczególniej w tych słowach" Ojcze, przebacz im bo nie wiedzą co czynią"
Dla mnie Kobieta ta, zajęła najszczególniejsze, najgodniejsze miejsce dla człowieka.
Tak bardzo przeze mnie upragnione. Tak naprawdę to tylko On, Mój Odkupiciel, Pan, moje Wszystko wie jak blisko jestem Niego. Czy jak kobieta, czy jak Szymon. Chciałabym być bliżej kobiety, ale jeżeli jestem bliżej Szymona to proszę Cię Panie mów do mnie nieustannie: "... muszę ci coś powiedzieć". Ale proszę Cię mój Panie, Mów do mnie tak abym usłyszała, abym potrafiła zachować Twe słowo w mym sercu, na Wzór Twojej Ukochanej Matki, aby coraz bliżej było mi do owej kobiety, do jej skruchy i pokory, i posłuszeństwa na Wzór Maryi w wypełnianiu Twej świętej Woli.
_________________ "Przecież nie cały umieram to,
co we mnie niezniszczalne, trwa".
Jan Paweł II
19 czerwca 2010, dzień powszedni - XI Tydzień Zwykły
EWANGELIA
(Mt 6,24-34)
Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy
Komentarz ;
"Boże, (...) bez Ciebie nic nie możemy uczynić" - tymi słowami modlimy się dziś na początku Mszy świętej. Gdy uznajemy swą słabość i bezradność, pozwalamy Bogu działać w naszym życiu. A jednocześnie otrzymujemy do dyspozycji nieskończoną moc pochodzącą od Niego. Z drugiej strony, wszelkie działania i starania, które podejmujemy bez Boga, okazują się daremne.
Przeoczyć zadania dane mi dziś, bo przecież jutro… Przeoczyć ludzi obok siebie i szczęście dla pogoni za pieniądzem,za złudnym bezpieczeństwem… i coraz bardziej się bać. Wystarczy przecież chwila, by wszystko stracić.
Nie można służyć Bogu i Mamonie.
Prawdziwym ubezpieczeniem jest Bóg. Tylko On może dać mi pewność i bezpieczeństwo. W tym życiu i przyszłym.
Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?»
Oni odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał».
Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego».
Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili.
I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».
Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!
Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.
Komentarz
„Za kogo Mnie uważacie?”
W tym słynnym dialogu z dzisiejszej Ewangelii, Jezus przeprowadził swoisty sondaż: za kogo uważają Go ludzie. Wyniki tego sondażu były potrzebne Jezusowi do trzech celów: do przetestowania wiary Apostołów, do sprostowania błędnych wyobrażeń Mesjasza i do ukazania ideału chrześcijańskiego życia. Cele te są nadal aktualne i warto dać Chrystusowi szansę, aby mógł je zrealizować względem nas samych. Spróbujmy więc przeprowadzić wspólnie ten eksperyment.
W punkcie wyjścia zbadajmy swoje przeciętne, bezrefleksyjne opinie o Jezusie. A więc: Syn Boży, Zbawiciel, Bóg-Człowiek, Odkupiciel Człowieka, Druga Osoba Trójcy Świętej… Są to czywiście odpowiedzi poprawne, stoi za nimi autorytet i wiara Kościoła. Ale są to zarazem odpowiedzi beznamiętne i martwe, odpowiedzi, które nic nie kosztują, nie znaczą i na nic nie wpływają. Tymczasem Jezus chce, aby ta odpowiedź była zarazem wyznaniem wiary, żeby coś z niej wynikało.
I dlatego w drugim etapie naszego eksperymentu spróbujmy zdobyć się na chwilę modlitwy i refleksji, otwórzmy się na działanie Ducha Świętego i pozwólmy, aby teraz On podsunął nam odpowiedź. Być może, będzie ona brzmiała identycznie co do słów, ale zawartość treściowa każdego słowa prawdopodobnie będzie teraz zupełnie inna. Nie będą to już bowiem tylko katechizmowe cytaty, lecz osobiste wyznania wiary. Poznać je można po tym, że towarzyszy im miłość, ufność, wewnętrzny pokój i radość, poczucie, że Jezus jest blisko i że nie jestem Mu obojętny.
Ale to jeszcze nie koniec. Takie osobiste wyznanie wiary trzeba jeszcze rozwinąć poprzez refleksję i konfrontację ze Słowem Bożym. Owocem tego będzie lepsza znajomość Boga, zbliżenie się do Prawdy. Albowiem wiara nie wyczerpuje się tylko w poczuciu ufności, miłości i bezpieczeństwa. Wiara to także poznanie prawdy o Bogu. Jeśli kogoś kocham, to będę pragnąć go coraz lepiej poznać, wiedzieć, kim jest, co lubi, jakie ma poglądy, jak wygląda jego życie.
Tak samo jest z Jezusem. Kiedy doświadczę Jego żywej obecności, będę chciał tę obecność zrozumieć, zobaczyć, co z niej wynika, dowiedzieć się czegoś więcej o Nim. Jeśli spotkanie z Jezusem było autentycznym przeżyciem, a nie tylko wzruszającym, uczuciowym seansem, powinno ono zaowocować pragnieniem poznania Jezusa i Jego nauki. W przeciwnym razie grozi nam zamknięcie się w subiektywnych emocjach, pogoń za wzruszeniami, egzaltacja i dziwactwo religijne.
Tymczasem Jezus chce, żeby autentyczna wiara pociągała za sobą postawę trzeźwego i konsekwentnego wypełniania Bożej woli. Dlatego najpierw daje przykład sam na sobie: Mesjasz to ten, który wypełnia do końca wolę Bożą – nawet, jeśli oznacza ona krzyż – a nie idol i maskotka tłumów. Mesjasz ofiarowuje człowiekowi swoją miłość i dar zbawienia, ale oczekuje twardej wiary i posłuszeństwa. Bez tego nie da się przyjąć zbawienia, ani iść Bożą drogą.
Ci, którzy chcą naśladować Chrystusa, muszą być gotowi wziąć swój krzyż i upodobnić swoje życie do życia Zbawiciela. Wymaga to na pewno samozaparcia i wielkiego zaufania do Boga. Trzeba bowiem będzie zrezygnować z wielu ludzkich wyobrażeń i pragnień, mitów i złudzeń. Chrystus je zdemaskował i skorygował swoją nauką, objawieniem prawdy o sobie, o człowieku, o życiu i zbawieniu. Kto tę prawdę przyjmie i zrozumie, znajdzie moc do przezwyciężenia największych przeszkód i dźwigania najcięższego krzyża. Bo będzie wiedział, że Chrystus idzie z nim.
_________________ " A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
30 czerwca 2010, dzień powszedni - XIII Tydzień Zwykły
[b]Ewangelia/Mt 8,28-34
Gdy przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą. Zaczęli krzyczeć: "Czego chcesz od nas, , Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?" A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: "Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń!" Rzekł do nich: "Idźcie!" Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w falach. Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic.
Komentarz
"Szukajcie dobra, a nie zła, abyście żyli" - ta prosta rada proroka Amosa okazuje się często niełatwa do zrealizowania. Także mieszkańcy Gerazy prosząc Jezusa, by odszedł z ich granic, sądzili, że postępują dobrze, chroniąc swoje miasto przed niebezpiecznym cudotwórcą. Trudno jest rozpoznać dobro, które prowadzi do życia. Jednak słuchając słowa Bożego, stopniowo nabierzemy przekonania, że Bóg nie jest dla nas zagrożeniem, a Jego bliskość niesie pokój i szczęście.
Trzeba nam rozeznania i pokory w przyjęciu tego ,co przeznaczone.
Czy potrafimy rozważać Pismo Święte? Zachowujemy czujność wobec czyhających na nas zagrożeń?
_________________ " A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6,7-8).
Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.
A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.
Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania : „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie»”.
Oto słowo Pańskie
Rozważania o. Franciszka Morgiel Paulina: Apel Jasnogórski - 7.07.2010
W dzisiejszym fragmencie Ewangelii według św. Mateusza, słyszymy o rozesłaniu Apostołów. Św. Mateusz. Św. Mateusz zanotował:
"Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.
A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził."
Drodzy bracia i siostry, ta dzisiejsza Ewangelia wiele mówi o naszym zyciowym powolaniu i o powołaniu Matki Najświętszej. Każdy z nas w dniu Chrztu Świętego i przez nadanie imienia (które nosimy) tamtego dnia, powołany jest przez Boga do apostolstwa, czyli do głoszenia Chrystusowej Ewangelii. Ale nie w taki sposób jak kapłani, każdy na swój sposób; w domu, miejscu pracy, na ulicy. Mamy głosić Chrystusa swoim życiem przez dobry przykład w słowach i czynach. Jak nam podaje Katechizm Kościoła Katolickiego(KKK) że przez Chrzest Święty jesteśmy powołani do powszechnego kapłaństwa Chrystusowego, a nie do hierarchicznego kapłaństwa. Niech nikt z ludzi ochrzczonych nie uważa się za zwolnionego z tego zadania.
Do tych Bozych dzieł zotała powołana również Najświętsza Maria Panna, a w sposób zewnętrzny uwydatmiła się wola Boża w Jej życiu w chwili Zwiastowania przez Archanioła Gabryjela, kiedy dowiedziała się że Bóg wybrał Ją na Matke Jego Syna. Maryja posłańcowi z nieba odpowiedziała "Fiat" Niech Mi się stanie. "A Słowo Przedwieczne Ciałem się stało i zamieszkało między nami" Między ludżmi, stając się jednym z nas i będąć do nas podobnym we wszystkim oprócz grzechu.
Nie myśl sobie bracie i siostro ze ty nie masz tu na tym świecie nic wielkiego do wykonania, bo to że zyjesz jest już samo w sobie wioelkie powołanie. Bo odpowioadasz kazdego dnia Bogu "fiat" na każdy dzień twojego życia w ciele i w duszy. Juz tym samym wypełniasz odwieczny Boży plan twojego istnienia na tym swiecie. I choć tego teraz nie rozumiesz, i nie zauważasz bo, wiele problemów, kłopotów i trudności dnia codziennego cię przytłaczają, to jednak uwierz i zawierz Bogu, bo On się nigdy nie myli. A skoro ty żyjesz, istniejesz, to nie jest przeciez zwykły zbieg okoliczności, zwykły przypadek. Przez codzienne spełnianie swoich oboiwiązków, uswięcasz się i wypełniasz wolę Ojca Niebieskiego, a jak mówi Pismo Święte: "Że kto wytrwa do końca, ten sie będzie cieszył życiem wiecznym, które bedzie dla niego nagrodą za wytrwałość i za cierpliwe dżwiganie codziennego krzyża.
Ucz się od Maryi jak żyć, aby wypełniać Jego odwieczny i Boski plan i pamiętaj drogi bracie i droga siostro, że celem naszego życia nie jest ten świat, ale po zakńczeniu tego łez padołu, kochający nas Ojciec Niebieki przygotował nam życie wieczne z Nim , już na zawsze w wieczności. Bo jak nam mówi Pismo Święte : "Że ani oko nie widziało, aniucho nie słyszało, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują" Czyż więc nie warto być posłusznym i cierpliwym względem Boga w tym zyciu, które jest tylko chwilą, w porównaniu do niekończącej się wieczności.
Pan Jezus wysyłając po imieniu każdego ze swoich uczniów, a poprzez nich wszystkich; biskupów, kapłanów i diakonów, aż do skończenia świata dał im władzę uzdrawiania i leczenia, ale nie tyle z chorób ciała, co chorych na duszy, wyposarzając Kościół w Sakramenty święte, które są lekarstwem dla duszy, a niejednokrotnie i dla ciała ludzkiego.
Mawet dał apostołom i nastęmpcą władzę wypędzania złych duchów i uwalniania ludzi z opętania przez szatana. widzimy więc bracia i siostry, że każdy człowiek, a więc, ty i ja, jesteśmy przez Chrystusa po imieniu posłani na ten świat i mamy po prostu zyć, życiem Ewangelią, i żyć Bożymi Przykazaniami. Mamy rozwijać w sobie to Boże życie, i innym w tym dopomagać, przez dobre słowa i przykład własnego postępowania. Mamy od kogo sie uczyć, i mamy do kogo się zwracać o pomoc i o radę naszą Najlepszą Nauczycielką, Orędowniczka u Boga i Matka jest Najświetsza Maryja Panna, Matka naszego Zbawiciela i nasza Niebieska Mama.
Maryjo, Tobie się oddajemy, i Tobie zawierzamy siebie i wszystkich ludzi, ludy i narody. Niech znak naszego zbawienia krzyż Chrystusa Pana, nie zniknie z zycia publicznego naszego narodu, Europy i świata. Niech Chrystus, Twój Boski Syn, a nasz Pan i Zbawiciel Króluje w sercach wszystkich ludzi i nad wszystkimi narodami, a moce piekielne niech zostana strącone w otchłań i w przepaść bez powrotną gdzie jest ich miejsce
_________________ "Przecież nie cały umieram to,
co we mnie niezniszczalne, trwa".
Jan Paweł II
Marta i Maria przyjmują Chrystusa
Słowa Ewangelii według świętego Łukasza
Łk 10,38-42
Jezus przyszedł do pewnej wsi. Tam niejaka niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: ”Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”.
A Pan jej odpowiedział: ”Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”.
Oto słowo Pańskie.
Komentarz
Na zamieszczonej ilistracji w Gosciu Niedzielnym, dzisiejszą Ewangelię obrazuje ilustracja, którą jednym słowem okrelić można że przedstawia : SPOJRZENIE.
Centrum to spojrzenie Boga - Człowieka. I dwa inne.
Mari, która kieruje swój wzrok ku górze aby uchwycić spojrzenie Pana.
I rozbiegane spojrzenie Marty, na której spoczęło spojrzenie Jezusa.
Cytat:
Jezus potrafił spojrzeć z wyrzutem — tak spojrzał na Piotra, gdy trzeba było go skarcić — a także ze smutkiem, gdy Piotr się Go zaparł (por. Łk 22,61). Spojrzał nawet z gniewem, widząc zatwardziałość faryzeuszów (por. Mk 3,5). Najczęściej jednak Ewangelie wspominają, że Jezus podnosił wzrok i spoglądał w górę, w niebo (por. Mk 6,41; 7,34; Łk 9,16; 19,5). Najpiękniejsze zaś określenie spotykamy w perykopie ewangelicznej: Jezus „spojrzał z miłością” na tego, który pytał Go: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”.
Gdy będziemy prosili Pana o odpowiedź, nie pozostawi nas bez słowa.
Spojrzenie Pana jest pogłębieniem rozumienia Słowa Jego.
Przywraca wiarę w Boskie podobieństwo i uczy nas Boskiego spojrzenia na całą rzeczywistość. Któż z nas wierzących nie pragnie spojrzenia: On i ja.
Któż go nie wyczekuje, ale gdy nadchodzi czas mamy być gotowi jak Maria. Marta natomiast ma fałszywe poczucie bliskości z Bogiem, ona realizuje swoją wizję, swój plan działania, ich spojrzenia się rozmijają.
A przecież Jezus Chrystus przychodzi do domów serc ludzich na modlitwie, w Liturgii Słowa, w Sakramentach Kościoła Powszechnego aby, Zbawienie stało się naszym udziałem, gdyż i my jesteśmy potomkami Abrahama.
Spojrzenie Pana jest wezwaniem do modlitwy, a modlitwa to dialog z Bogiem.
Zaś modlitwa Marty jest monologiem, realizrealizacją swoich zmierzeń, oczekiwań, wizji. Poddała się zabieganiu, zapomniła o celu, czujności, przez co utraciła najlepszą cząstkę, osobistego doświadczenia dwóch spojrzeń: On i ja, które przemienia serce.
Cytat:
Znamy pieśń „Być bliżej Ciebie chcę”. Rzadko śpiewamy trzecią jej zwrotkę, która brzmi: „Choć jak wędrowiec sam idę przez noc, w Tobie niech siłę mam i w Tobie moc. Gdy czuwam i wśród snu, czy słońce jest czy mrok, niechaj mnie strzeże Twój, o Panie wzrok”.
_________________ "Przecież nie cały umieram to,
co we mnie niezniszczalne, trwa".
Jan Paweł II
Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.
Komentarz Postać św. Brygidy (ok. 1302-1373) - córki, żony, matki, a potem zakonnicy - jest świadectwem, że każdy stan życia jest uświęcony i może być przestrzenią spotkania z Bogiem. Życie każdego z nas - z właściwymi mu lękami, słabościami, radościami - jest drogą szukania Boga albo raczej drogą, na której jesteśmy odnajdowani przez Niego. Jeśli uwierzyliśmy, że Jezus jest Mesjaszem, to pierwszy krok ku byciu odnalezionym już został zrobiony. Trwajmy w Tym, który nas umiłował i samego siebie za nas wydał. Pozwólmy Mu się przemieniać, a nasze życie wyda owoce miłości. Małgorzata Konarska, "Oremus"
_________________ " A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6,7-8).
28 lipca
Ewangelia
(Mt 13,44-46)
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.
Komentarz
Boży prorocy od wieków wzbudzali sprzeciw – od Starego Testamentu aż po czasy obecne – ponieważ ich misją jest przekazywanie prawdy. Odsłaniają oni oblicze Boga, często nieznane, różne od ludzkich wyobrażeń. My natomiast łatwo zadowalamy się tym, co znane i do czego już się przyzwyczailiśmy. Aby przyjąć Boże orędzie, trzeba czasem zostawić wcześniejsze przyzwyczajenia i wyobrażenia. Za każdym razem warto, bo czeka na nas On sam i Jego królestwo – skarb ukryty w roli, drogocenna perła, dla której warto oddać wszystko.
_________________ " A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
EWANGELIA
(Mt 15,21-28) Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.
Komentarz .
Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość. (Jr 31,3)
Miłość. Uczymy się o niej z seriali telewizyjnych czy harlequinów i wierzymy, że taka jest. Biblia pokazuje nam miłość Boga: zazdrosną, zaborczą, karząca za sprzeniewierzenie się, ale i cierpliwą, łaskawą, hojną.
Miłość Boga ma dwa oblicza: jedno – groźne, drugie – łagodne. Groźne dla tego, kto chce zniszczyć ukochaną osobę. Groźne też dla zła, za którym często ukochana osoba idzie. Dlatego walcząc o dobro tego, kogo kocha, niszczy zło, co czasem musi wiązać się ze śmiercią człowieka.
Bo dla Bożej miłości śmierć człowieka nie jest tragedią – ten człowiek żyje przecież w Bogu dalej. Tragedią i ogromnym cierpieniem dla miłości jest grzech, bo grzech to śmierć na wieki.
Ludzie patrzą jednak inaczej: dla nich tragedią nie jest grzech, tylko śmierć. Śmierć doczesną widzimy, skutków grzechu w postaci wiecznej śmierci tu nie widzimy.
Czasem jednak i ludzka miłość zaczyna widzieć tak, jak miłość Boga. Wówczas za wszelką cenę walczy o życie wieczne dla ukochanej osoby: by Bóg wyrwał jej duszę spod działania złego ducha, pokornie i nieustępliwie szturmuje bramy nieba. Nie zraża się Bożą odmową, bo wie, że Bożej miłości na niczym bardziej nie zależy, jak na tym, by grzesznik miał nowe życie.
_________________ " A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6,7-8).
Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić.
Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. W chwili gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli."
Oto słowo Pańskie
Rozważanie
W dzisiejsze święto stoimy wobec tajemnicy współistnienia dwóch światów: tego, w którym obecnie jesteśmy i stanu, który spotkamy po naszej śmierci, i który będzie określony obecnością Bożą. Są to dwa różne światy: tę różnicę widać w ukazanej w dzisiejszej Ewangelii scenie Przemienienia Pańskiego. Sama nazwa „Przemienienie” jest już znaczącą w tym względzie. Pojawiają się zmarli protagoniści narodu wybranego: Mojżesz i Eliasz, wszystko dokonuje się w atmosferze tajemniczości, zmienia się twarz Jezusa i Jego szaty. Wszystko to uczy obecnych trzech uczniów, że istniejący poza naszą percepcją świat jest różny od tego, w którym funkcjonujemy, że w jego centrum znajduje się Bóg, że prowadzą do niego Prawo i Prorocy, uosobieni w Mojżeszu i Eliaszu. Świat, o którym mówimy jest różny od naszego, ale jednocześnie go przenika, czego świadectwem jest wydarzenie z Taboru.
Bardzo ważne jest to, abyśmy nie oddzielali zbytnio teraźniejszości i stanu, w którym będziemy istnieć po śmierci. Teraźniejszość jest bowiem zadatkiem, przedsionkiem, przygotowaniem przyszłości. Ważne jest zatem, abyśmy umieli pracować nad kształtowaniem swojego serca, abyśmy już teraz zadbali o stworzenie namiastki tego, co nazywamy niebem. Większość z nas doświadczyła, ile w tym życiu jest cierpienia, niezrozumienia, braku realizacji, zamiarów, czy nawet po prostu ludzkiej samotności. Czy wypada zatem mówić, o jakimś „tworzeniu nieba na ziemi”? Niebo, jak sądzę, będzie przede wszystkim spotkaniem z Tym, który stanowi o sensie naszego życia i który obdarzy nas wieczną miłością. Ważne jest zatem, abyśmy umieli dostrzec w naszym doczesnym życiu, może nawet w sytuacjach skrajnie dla nas trudnych, ślady miłości Boga i wyraz Jego afirmacji mojego istnienia. Przez kilka lat chodziłem, by odwiedzać Panią Anielę. W wypadku samochodowym straciła męża, sama na tyle uszkodziła kręgosłup, że mogła ruszać głową i mówić. Reszta ciała była nieruchoma. Zawsze, ilekroć ktoś z nią rozmawiał, nabierała pogody ducha, jakiejś wewnętrznej radości, wiary w Opatrzność Boga... Skąd ta chora i nieruchoma w swoim łożu boleści kobieta czerpała siłę, aby pomagać tym, którzy udawali się do niej z zamiarem pocieszenia? Z modlitwy, ze swej wiary w to, że jej cierpienie czemuś miało służyć. Pani Anielą, choć tak pokrzywdzona przez życie, potrafiła innym dać tyle radości. A może w jej sercu teraźniejszość spotykała się z przyszłością? A może przygotowywała się do życia, gdzie nie będzie już ważny kręgosłup, zmęczenie nóg, choroba serca itd...
Gdy mówimy o związkach teraźniejszości i „przyszłego życia” powraca mi na myśl ciekawa i radosna myśl św. Augustyna: „Człowieku! Jeżeli nie umiesz tańczyć, naucz się tego szybko, gdyż inaczej aniołowie w niebie nie będą wiedzieli, co z tobą zrobić?” Kiedy nieraz słyszę kaznodzieję, który w sposób bardzo „poważny i smutny” chce wytłumaczyć swoim słuchaczom czym jest niebo, żywię wielkie wątpliwości, czy to jego nauczanie stanie się skuteczne i pociągnie ich ku Bogu i ku niebu.
Wielu teologów, czego ślad znajdziemy i w dzisiejszych tekstach mszalnych, doszło do przekonania, iż Jezus wziął ze sobą na Górę Tabor trzech swoich uczniów, aby przygotować ich na przyjęcie „hańby cierpienia, krzyża” itd. Ze zdziwieniem stwierdzimy, że apostołowie ci, byli raczej mało pojętni. Gdzie był Piotr, gdy Chrystus umierał na Kalwarii? O czym wtedy myślał Jakub? I nas, być może Bóg niejednokrotnie przygotowuje na różne trudne doświadczenia życiowe, ale jakimi trudnymi uczniami bywamy...
Dzisiejsza scena ewangeliczna rozgrywa się na Górze Tabor. Góra to miejsce, gdzie jak sądzono, człowiek potrafi się oderwać od zgiełku wiosek i miasta, gdzie potrafi z pewną łatwością skierować oczy swojego serca ku temu, co jest w górze i ku Bogu. Życzę wszystkim, aby każdego tygodnia, a może nawet każdego dnia, umieli wejść na swoją Górę Tabor, gdzie w wyciszeniu, odkryciu natury teraźniejszość może spotkać się z tym, co jest przed nami.
A może Górą Tabor dla ciebie powinna stawać się także cotygodniowa msza święta niedzielna? Co zrobić, aby tak jak Apostołowie, wychodząc z tej świątyni powtarzać w swoim sercu: : „Panie, dobrze nam tutaj!”?
Każdy z nas powinien mieć swoje własne Tabor. To oddalenie się od zgiełku, to czas wyciszenia i szukania tego, co jest w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadając po prawicy Boga. Naszym Tabor
może się stać udział w dzisiejszej Mszy Świętej.
/ks. Tomasz Chałupczak ,al. Marcin Rokita/
_________________ " A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6,7-8).
J 12,24-26)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. (25) Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. (26) A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.
Rozważanie
Czas żniw potwierdza prawdziwość słów Jezusa. Trzeba hojnie posiać, aby hojnie zebrać; ziarno wrzucone w ziemię musi obumrzeć, aby wydało obfity plon. Św. Wawrzyniec, wspominany dziś w liturgii diakon i męczennik z III wieku, bardzo hojnie siał miłość i dobro pośród ubogich. Stracił swoje życie na ziemi, aby odzyskać je w niebie. Przez jego wstawiennictwo prośmy Boga o dar odwagi, abyśmy nie lękali się tracić swojego życia dla bliźnich i Chrystusa.
_________________ " A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
EWANGELIA -11 sierpnia 2010, dzień powszedni - XIX Tydzień Zwykły
Mt 18,15-20
Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa . Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich".-
Rozważanie
O. Józef M. Bocheński w "Podręczniku mądrości tego świata" radzi, by nie przejmować się tym, co robi drugi człowiek. Poza trzema wyjątkami: gdy może być pożyteczny lub niebezpieczny; kiedy można mu pomóc; gdy jest się za niego odpowiedzialnym. Równocześnie przestrzega przed ludźmi, którzy odgrywają role policjantów i naprawiaczy świata.
Jezus pozwala upominać przede wszystkim wtedy, gdy "brat twój zgrzeszy przeciw tobie". Podaje szczegółową instrukcję, w jaki sposób należy to zrobić. Najpierw trzeba grzeszącemu człowiekowi zwrócić uwagę w cztery oczy. Jeśli to nie odniesie skutku, to w obecności świadków. Dopiero w ostateczności należy donieść Kościołowi, czyli przełożonym.
Są sytuacje, w których mamy obowiązek zwrócić uwagę ludziom postępującym niewłaściwie. Naukę o upominaniu Jezus podsumowuje słowami: "Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie". To również skuteczny sposób, który może zmienić postępowanie grzeszących bliźnich.
_________________ " A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6,7-8).
Alleluja, alleluja, alleluja
Maryja została wzięta do nieba,
radują się zastępy aniołów.
Alleluja, alleluja, alleluja
EWANGELIA
Bóg wywyższa pokornych
Słowa Ewangelii według świętego Łukasza
Łk 1,39-56
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:
„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.
Wtedy Maryja rzekła:
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest imię Jego.
A Jego miłosierdzie na pokolenia i pokolenia
Nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.
Oto słowo Pańskie
W kazaniu które wysłuchałam usłyszałam pytanie:
Co w moim zyciu przedstawia dobre wartość. I czy wśród dobrych wartości jest miejsce na łaskę uświęcajacą. Ona jest przecież przepustką do nieba.
Tyle rzeczy pragnę mieć, posiadać, czy w moich, pragnieniach jest pragnienie łaski uświęcające i dbałość o nią.
Wzorem dla mnie, dla wszystkich chrześcijan jest Maryja, niedoścignionym wzorem, do którego możemy się zbliżyć. Jej dbałość o łaskę wynikała przez zachowywanie wszystkiego w swoim sercu. Tak kroczyła u boku Syna aż po Jego krzyż. Jej Wiara i Pokora była owocem jaki zrodził się z dbałości o łaskę Bożą. Niepokalanie Poczęta, Służebnica Pańska, słowem, które ukrzyżowany Syn wypowiedział do wiernego ucznia Jana, są Jego testamentem. Powierza On Janowi swoją Matkę i zarazem poleca miłości Maryi apostoła oraz wszystkich wierzących. Oznacza to, że —na wzór Jana— przyjmiemy do siebie Tę, która za każdym razem jest nam dawana za Matkę. Oznacza jednocześnie podjęcie zadania upodabniania się do Chrystusa w szkole Matki i zgodę na to, aby nam towarzyszyła.
Jej Towarzystwo jest naszą szansą jedności z Chrystusem, czyli wytrwania w łasce uswięcającej, sznsą pewnego dojścia do chwały nieba, do zbawienia.
_________________ "Przecież nie cały umieram to,
co we mnie niezniszczalne, trwa".
Jan Paweł II
Uroczystość Najświętszej Maryji Panny Częstochowskiej
Ewangelia
(Ga 4,4-7)
Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.
(Łk 1,28)
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami.
(J 2,1-11)
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Komentarz
„Zdumieniem mnie napełnia Maryja, że dała mleko Temu, który żywi ludy, stał się dzieckiem i zamieszkał w Pannie Ten, którego pełen jest świat” – pisał św. Efrem (zm. 373). Uczestnicząc w dzisiejszej uroczystości, dziękujmy Bogu za obecność Maryi w dziejach naszej Ojczyzny. Wraz z Nią jest obecny Jej Syn – Jezus Chrystus. Niech cześć, którą oddajemy Najświętszej Maryi Pannie Częstochowskiej, wyraża się w naszym życiu przez czynienie tego wszystkiego, co mówi nam Chrystus.
_________________ " A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
Wysłany: 28 Sierpień 2010, 09:59 Ewangelia na dziś
(Mt 25,14-30) Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Rozważanie;
Słudzy, którym pan powierzył swoje talenty, poprzez różne inwestycje podwoili ich wartość. Tylko ten ostrożny, zapewne najmniej zdolny, który otrzymał jeden talent, zakopał go w ziemi. Nie wierzył w swoje możliwości; bał się, że może źle ulokować i stracić powierzone mu pieniądze. Kiedy pan wrócił, ukarał go za asekurację i brak inicjatywy.
Życie nieustannie związane jest z ryzykiem różnych inwestycji, także w dziedzinie życia religijnego. Ryzykujemy, gdy kochamy, obdarzamy zaufaniem, przyjaźnią, przebaczamy czy karzemy. Również wtedy, kiedy w dobrej wierze angażujemy się w sprawy innych ludzi możemy ponieść straty. Jednak najwięcej tracimy wtedy, gdy nie robimy niczego. Patron dzisiejszego dnia, św. Augustyn, biskup i doktor Kościoła (354-430), z pełnym przekonaniem, po długich poszukiwaniach, stwierdził: "Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu". Poznając Boga, znalazł szczęście i dzięki temu mógł pomnożyć talenty, które od Niego otrzymał. Kiedy uczestniczymy w Eucharystii, nasze serce spoczywa w Bogu, i dlatego możemy razem z psalmistą wyśpiewać: "Szczęśliwy człowiek, wybrany przez Pana".
_________________ " A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6,7-8).
(Łk 14,1.7-14)
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.
ROZWAZANIE
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w dzisiejszej Ewangelii Chrystus daje nam pewną towarzyską poradę z zakresu savoir vivre’u, i to poradę dosyć dwuznaczną: jak przy pomocy cwanego chwytu osiągnąć prestiżową korzyść. Oczywiście, domyślamy się, że nie o to Chrystusowi chodziło! Wręcz przeciwnie, jest to lekcja pokory.
Pojęcie pokory jest nam chyba dość obce i nieznane. Często uważamy, że pokora polega na tym, że nie wolno być z siebie zadowolonym ani też bronić swojego zdania, że trzeba zawsze robić krok do tyłu z uniżonym ukłonem i pozwalać sobie skakać po głowie, a na dodatek „dwie matki ssać”. Oczywiście, to tylko karykatura pokory, tak jak karykaturą pychy jest przekonanie, że polega ona na zadzieraniu nosa.
W istocie pokora i pycha to postawa i zajęcie stanowiska człowieka względem Boga. Pokora polega na oddaniu pierwszeństwa Bogu, a pycha na zajęciu pierwszego miejsca dla siebie. Człowiek pyszny uważa, że nie potrzebuje Boga, że sam potrafi stanowić o sobie i sam decydować, co jest dla niego dobre, a co złe. Uważa też, że zbawienie jest jego osobistym osiągnięciem i zasługą, że zbawia się sam, dzięki swemu postępowaniu. Wynika z tego, że Bóg jest w zasadzie niepotrzebny, że jest jakby arbitrem albo kibicem, który jedynie przypatruje się z boku, jak nam idzie.
Człowiek pokorny natomiast zdaje sobie sprawę, że sam nic nie może, że zbawienie jest darem darmo danym przez Boga, i tylko przez Boga. Nie przypisuje sobie żadnej zasługi, nie rości sobie żadnych pretensji ani praw, bo wie, że miłość i miłosierdzie Boga są o wiele lepszą gwarancją zbawienia, niż własne zasługi, zabiegi i żądania. Dlatego też siebie samego, swoje życie i zbawienie, z zaufaniem powierza Bogu. A ponieważ dzięki wierze ma pewność zbawienia, wie już, ile zawdzięcza Bogu. Więc potrafi być wdzięczny, potrafi Boga uwielbiać, próbuje Go naśladować i żyć na co dzień Jego słowem i wolą, jak powszednim pokarmem. Na tym polega prawdziwa pokora.
Jej ilustracją są dalsze słowa Jezusa: Chcesz wyprawić przyjęcie? Nie zapraszaj tych, którzy potrafią sobie sami dobrze radzić i w życiu nie zginą. Zaproś tych, którzy sami nic nie mogą, nie mają możliwości, nie potrafią ci się odwdzięczyć, nie potrafią sobie „załatwić”. Będziesz wtedy podobny do Boga, który potrafi darmo i wielkodusznie dawać, nie dlatego, że liczy na rewanż czy własny interes, ale dlatego że jest miłosierny dla pokornych.
Właśnie taka jest metoda Pana Boga i ekonomia zbawienia: jeśli Mi zaufasz i okażesz pokorę, możesz otrzymać wszystko, co chcesz, a nawet więcej, niż potrafisz sobie wyobrazić. Jeśli natomiast spróbujesz obyć się beze Mnie i zechcesz sam zdobywać sobie życie wieczne, będziesz podobny do owego zarozumiałego faryzeusza, który ze wstydem musiał ustąpić pierwszego miejsca, które samowolnie sobie zajął.
Być może trochę się nam to nie podoba. Bardziej przypada nam do gustu mit o Prometeuszu, który zbuntował się przeciwko bogom i wykradł im ogień życia. Jednakże Bóg chrześcijan, Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie, jest Bogiem miłości, a nie zazdrosnym o swoje wpływy tyranem. Nie chce nikogo upokarzać, lecz uszczęśliwić. Ale musimy Mu to umożliwić – bez naszej zgody i współpracy, bez gotowości i pragnienia przyjęcia daru zbawienia, dar ten będzie się tylko marnował. A my pozostaniemy na lodzie, sami ze sobą i swoją pychą.
_________________ " A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
Wysłany: 30 Sierpień 2010, 20:38 Ewangelia na dzień 30.sierpnia
(Łk 4,16-30) Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.
Komentarz
"Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie." Doskonale znamy te słowa i doświadczamy ich prawdziwości w codziennym życiu. Nie lubimy słuchać pouczeń i napomnień od osób, które znamy. Pan Bóg przemawia do nas na różne sposoby, także posługując się ludźmi. Postawa mieszkańców Nazaretu jest dla nas przestrogą, abyśmy nie przegapili czasu swojego nawiedzenia i nie odrzucili Zbawiciela przychodzącego do nas w drugim człowieku./ ks. Dariusz Kwiatkowski, "Oremus"/
_________________ " A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6,7-8).
Wysłany: 31 Sierpień 2010, 21:46 Ewangelia na 31 sierpnia
(Łk 4,31-37)
Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.
Komentarz
Codziennie zalewa nas potok słów. Dziś wszyscy przekonują do swoich racji. Jedni zaprzeczają drugim. Słowo straciło swoją wartość. Gdzie zatem szukać prawdy? Gdy Jezus wyrzucił z opętanego złego ducha, ludzie ze zdziwieniem pytali: „Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą”. Słowo prawdy, pochodzące od Boga i posiadające moc przemienić nasze życie, słyszymy podczas każdej Eucharystii. Z radością i ufnością słuchajmy Chrystusa, który dziś do nas mówi.
_________________ " A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany" ( Rz.5,5)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach